Pogoda słaba od samego rana, z nieba leci kapuśniak i wszystko moknie… Dziś w Clondalkin w LESN (Local Employment Services Network) miałem spotkanie z panią “employment mediator” czyli coś jak doradca w sprawie pracy. Pani rzuciła trochę światła na pewne sprawy np. podpowiadając mi, że do prac typu warzywniak na rogu powinienem zmienić CV na coś bardziej zjadliwego, inaczej to które mam wyląduje w koszu od razu. Jakie to optymistyczne, najpierw człowiek się stara żeby to głupie CV było jak najlepsze a potem trzeba je okroić i uformować żeby było zjadliwe i nadawało się do mniej ambitnych prac… Pani z rozbrajającym uśmiechem informuje mnie, że wszyscy teraz szukają każdej i jakiejkolwiek pracy, która dostarczy natychmiastowej gotówki i pozwoli przeczekać. Dostaję następny termin za 2 tygodnie, spotkanie z drugą panią, która ma przeprowadzić ze mną tzw. “mock interview” czyli udawaną rozmowę o pracę, ona będzie pracodawcą a ja ubiegającym się
wszystko po to by wybadać jak odpowiadam, jak się zachowuję podczas rozmowy, żeby określić mocne i słabe strony itd. – dobre i to, zawsze się przydaw wiedzieć o sobie trochę więcej i otrzaskać się choćby w ten sposób z tym co i tak mnie czeka. Być może do tego czasu coś się wydarzy, znajdę pracę albo tysiąc Euro na ulicy
Jeszcze przed tym spotkaniem w lokalnym biurze FAS (to lokalny Urząd Pracy) dowiedziałem się, że prace z tzw. “Community Employment Scheme” to prace dotowane przez państwo i dotyczą tylko tzw. ludzi trwale bezrobotnych, któzy są na długotrwałym bezrobociu, pobierają zasiłki, pochodzą ze środowisk nieuprzywilejowanych itd. Ja się do takich nie zaliczam, choćby przez fakt że jestem w Irlandii od miesiąca, nie pobieram zasiłków bo mi nie przysługują itd. Praca, którą więc znalazlem (coś jak osoba która informuje innych Polaków o możliwościach korzystania z usług medycznych w Irlandii) nie jest dla mnie… nawet jeśli teoretycznie na to miejsce nikt się nie zgłosi, stanowisko zostaje zamknięte i tyle… błędne koło wg mnie, bo ogranicza dostęp do stanowisk dla innych.
Przed budynkami Social Welfare (to tu wydaje się wszelkie zasiłki) od samego rana na deszczu stoi długa na jakieś 150m kolejka…
Przyszła mi znów do głowy Tracy Chapman: Talkin’ bout a revolution
Czy nie wiesz, że
Oni gadają o rewolucji
i to brzmi jak szept…
Gdy tak stoją w kolejkach do opieki społecznej
Płączą na progu armii zbawienia
Tracą czas w kolejkach bezrobotnych
Siedząc i czekając na awans
Czy nie wiesz, że
Oni gadają o rewolucji
i to brzmi jak szept…
Biedacy powstaną
i odbiorą swoją część
Biedacy powstaną
i wezmą co ich jest
Czy nie wiesz
Lepiej biegnij, biegnij, biegnij…
Powiedziałam, lepiej uciekaj…
W końcu role się odwrócą
Gadają o rewolucji, rewolucji, rewolucji…